Zero waste - czy da się żyć i nie śmiecić?

Młoda kobieta stoi na scenie trzymając słoik wypełniony metkami i skrawkami plastiku. „To wszystkie śmieci, które zgromadziłam przez 3 lata”. Poznajcie Lauren Singer, propagatorkę zero waste.

Założenie jest proste: maksymalnie zredukować ilość śmieci. Od reklamówek, przez opakowania na żywność, aż do ubrań. Opakowania nadające się do recyklingu już nie wystarczą. Lauren Singer czy Bea Johnson, największa propagatorka zero waste, przekonują nas, że czas przestać śmiecić. Jako dowód, że jest to realne, pokazują swoje słoiki, w których gromadzą odpadki z kilku ubiegłych lat.

Jak nie powiększać i tak rosnących ton śmieci? Lauren Singer radzi, żeby zacząć od tego co już mamy. Po pierwsze, zredukować stan posiadania. Oddać to czego nie potrzebujemy i przywiązać większą wartość do tego, co jest nam niezbędne. Dzięki posiadaniu mniej, będziemy bardziej dbać o to, co mamy i rzadziej będziemy to wymieniać. Gdy naprawdę zostaniemy zmuszeni do kupienia czegoś nowego, kupmy to z drugiej ręki. Odzież z second handów, używane meble czy książki to prosty sposób na ograniczenie ilości odpadów.

Druga kwestia to jedzenie. Kupując artykuły spożywcze, kupujemy mnóstwo plastiku. Kubeczki, folie i plastikowe butelki nie dość, że zaśmiecają środowisko, to jeszcze podnoszą ostateczną cenę towaru. Przecież za opakowanie też ktoś musiał zapłacić. Z pomocą przychodzą sklepy bezopadowe. Pierwszy powstał w Berlinie. Niedawno otworzyły się sklepy w Warszawie i we Wrocławiu. Klienci przychodzą z własnymi opakowaniami wielokrotnego użytku i nakładają do nich tyle produktu, ile potrzebują. Tym samym nie przyczyniają się do zaśmiecania środowiska ani do marnowania żywności. Co z odpadkami organicznymi? Autorzy publikacji o zero waste proponują założenie domowego kompostownika. Dzięki temu nie tylko zmniejszymy ilość śmieci, ale też zyskamy nawóz dla domowych roślin.

Zero waste

zdjęcie: Neha Deshmukh

Trzecia kategoria produktów, które generują najwięcej śmieci, to kosmetyki. To już trudniejsza kwestia, bo ciężko kupić krem bez tubki czy słoiczka. Mydło, a nawet szampon można są dostępne w kostkach. W sklepach bezopadowych nawet pastę do zębów sprzedaje się w formie stałej. Lauren Singer proponuje robienie własnych kosmetyków z naturalnych substancji. Bea Johnson sugeruje, żebyśmy na początku ograniczyli ilość produktów i oddawali opakowania do recyklingu.

Czy wprowadzenie tych zasad w życie jest realne? Jak każdy ruch, również zero waste ma swoich przeciwników. Nawet osoby promujące życie bez śmieci przyznają, że nie jest to takie proste. Co w przypadku soczewek kontaktowych i opakowań po lekach? Przeciwnicy zauważają, że  jesteśmy w stanie zredukować ilość śmieci, ale nie wyeliminować. Paragony i tak zostaną wydrukowane, a sprzęty elektroniczne prędzej czy później się zepsują. Kolejny minus, to czas, który trzeba poświęcić na stworzenie własnych kosmetyków. Sceptycy wskazują też na poważniejszą wadę kremów domowej produkcji - nie mamy kontroli nad bakteriami, które się do nich dostają ani nad terminem ważności takich kosmetyków.

Nie da się ukryć, że redukcja odpadków jaką proponują Bea Johnson i Lauren Singer jest radykalną zmianą stylu życia, na którą wielu ludzi nie jest gotowych. Jednak trendu zero waste nie trzeba traktować dosłownie. Każde ograniczenie ilości śmieci trafiających do środowiska jest pozytywne, nawet jeśli dotyczy małych rzeczy jak rezygnacja z foliowych worków.