Jestem zwolennikiem miasta projektowanego - rozmowa z Krzysztofem Domaradzkim

Tym razem w ramach cyklu "FIKA – rozmowy przy kawie" zapraszamy do przeczytania wywiadu z Krzysztofem Domaradzkim – architektem, urbanistą, profesorem nadzwyczajnym na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. Autor zrealizowanych koncepcji przebudowy stołecznych ulic Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście opowiada o Skarpie Warszawskiej, różnorodnym charakterze stolicy i zielonych terenach.

Architekt, urbanista, profesor nadzwyczajny na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, Krzysztof Domaradzki

MZS: Jaki jest Pana zdaniem rzeczywisty charakter Warszawy? Jak widzi Pan to miasto, jako urbanista?

Krzysztof Domaradzki: Ze względu na burzliwą historię Warszawy, trudno jest mówić o jednolitym charakterze tego miasta. Obecnie Warszawa jest niespójna, co z jednej strony jest wadą, a z drugiej – w przyszłości ma szansę stać się zaletą. Dzięki temu jest miastem o dość różnorodnej przestrzeni, krajobrazach i sposobie wykorzystania owej przestrzeni w kontekście życia społecznego. Czym innym jest Stara Praga, czym innym Saska Kępa czy Stary Mokotów. Natomiast to, czego ewidentnie brak w Warszawie to powiązań przestrzeni publicznej. Często używam określenia, że jest ona patchworkiem różnych kawałków, które są ze sobą zszyte. I jak to w przypadku takiej tkaniny bywa, czasami efekt jest wizualnie przyjemny, a czasami nie. Na szczęście w Warszawie jest też zieleń, która w dużym stopniu determinuje charakter i klimat tego miasta.

MZS: Jaki fragment krajobrazu miejskiego Warszawy lubi Pan najbardziej?

K.D.: Trudno to jednoznacznie stwierdzić. Wszyscy lubią zabytkowe części Warszawy. Ze względów zawodowych jestem bardzo związany z Traktem Królewskim. Projektowaliśmy tam przebudowę Krakowskiego Przedmieścia. Lubię też rejon al. Wyzwolenia, Placu na Rozdrożu i wejścia do Łazienek w okolicach

Zamku Ujazdowskiego. Podoba mi się Saska Kępa, która ma swój unikalny klimat. Poza tym przed wojną mieszkali tam moi rodzice, więc mam miłe skojarzenia związane z tym rejonem Warszawy. Całe miasto ma wiele przyjemnych miejsc, niestety nie korespondują one ze sobą.

MZS: Stworzył Pan plan zagospodarowania przestrzennego dla części warszawskiego Mokotowa w rejonie dawnej skoczni. Czy to, co teraz dzieje się pod Skarpą Warszawską, jeżeli chodzi o inwestycje, wpisuje się w Pana koncepcję?

K.D.: Zacznijmy od tego, że to był chyba najcięższy plan, jaki przygotowywała moja pracownia. Mieliśmy wiele kłopotów, ponieważ ścierały się różne racje. Kiedyś założenie było takie, że ten teren będzie jednym wielkim parkiem. Okazało się to  nierealne, ponieważ miasto zaczęło oddawać grunty właścicielom, a ich wykup kosztowałby ponad 2 miliardy złotych. Poza tym wiele kwestii własnościowych nie było wyjaśnionych. Właściciele odzyskanych gruntów kładli szalony nacisk na to, by je maksymalnie zabudować. Z drugiej strony upierano się, że tam powinny być tereny zielone – oczywiście chodziło, m.in. o widokową ochronę Skarpy Warszawskiej, która w tym miejscu jest dobrze eksponowana. My staraliśmy się te różne racje pogodzić. Zaproponowaliśmy, by stosunkowo znaczna część tego obszaru była terenem budowlanym, ale z niską zabudową, maksymalnie 3 kondygnacje.

Dodatkowo zaprojektowaliśmy ciąg parkowo-wodny. Wszystko w klimacie miasta ogrodu: z działkami, niewielkimi budynkami wielorodzinnymi, z tzw. willami miejskimi i częściowo zabudową jednorodzinną. Staraliśmy się nawiązać do międzywojennej Saskiej Kępy.

Mam nadzieję, że w przyszłości będzie to fragment miasta z ładnie zaprojektowaną przestrzenią publiczną i zielenią. Zobaczymy, jak wyjdzie, ale wiąże z tym projektem duże nadzieje, szczególnie że zaczęto realizować zielone założenia. Co ciekawe, w planach założyliśmy zakaz odprowadzania wody deszczowej do kanalizacji. W związku z tym inwestorom opłaca się robić małą retencję, czyli tworzyć ciąg zbiorników wodnych.

Warszawa, Park Pod Skocznią

MZS: Czym Skarpa Warszawska była dla miasta dawniej, a czym jest dzisiaj?

K.D.: Wydaje mi się, że niezmiennie jest tym samym –  bardzo znaczącym elementem krajobrazu Warszawy. Bo co my właściwie mamy na tej mazowieckiej równinie? Mamy Wisłę i Skarpę Warszawską – są dwa podstawowe elementy krajobrazu stolicy. Reszta to płaski teren z lepiej czy gorzej rozplanowaną siatką ulic.

Od czasów odzyskania niepodległości Skarpa zawsze była przedmiotem zainteresowania urbanistów i kładziono nacisk na ochronę tego krajobrazu. Aspiracje te przybierały różne formy. Przed wojną proponowano stworzenie alei na Skarpie, która w wielu miejscach wprowadzała zabudowę dosyć blisko samej Skarpy. Budynki miały tworzyć pierzeję i otwarcie widokowe na tereny podskarpowe. W okresie międzywojennym planowano także częściową zabudowę Skarpy. Wybudowano np. osiedle profesorskie w rejonie ulic Myśliwieckiej i Górnośląskiej, które jest uroczym zakątkiem Warszawy i które właściwie stoi na Skarpie.

Obecnie Skarpa Warszawa podlega ochronie na podstawie takich dokumentów jak studium czy plany miejscowe, ale właściwie nie ma jednolitej wizji jej zagospodarowania. Warto byłoby zebrać wszystkie plany i zastanowić się jak powinna wyglądać ta przestrzeń publiczna. Na pewno Skarpa wymaga ochrony ze względów widokowych i lepszego wykorzystania dla większej atrakcyjności krajobrazu miejskiego.

Warto podkreślić, że przecież dobra urbanistyka powoduje, że powstająca przestrzeń,  jest dobrej jakości i to ma przełożenie na wartość nieruchomości. To, że dobrymi dzielnicami są Saska Kępa, Żoliborz czy fragment Mokotowa nie wynika ze znakomitych rozwiązań architektonicznych, czy użycia drogich materiałów, tylko z tego, że są to dobrze zaprojektowane urbanistycznie fragmenty. To właśnie w urbanistyce kryją się wielka wartość i szansa na tworzenie atrakcyjnej przestrzeni, z których należy korzystać. W przeciwnym razie będziemy mieć miasto nieatrakcyjne, brzydkie i tym samym substandardowe.

MZS: Jaką przyszłość czeka budownictwo mieszkaniowe? Będą to dalej wysokie bloki z dużą liczbą mieszkań czy raczej niska, kameralna zabudowa?

K.D.: Przyjemniej mieszka się w niższej zabudowie o kameralnym charakterze, gdzie łatwej o więzi społeczne, nie ma dużego ruchu samochodów. Niemniej jednak będzie budować się różnie, bo miasto powinno oferować szeroki asortyment rozwiązań. Są ludzie młodzi, którzy mało czasu spędzają w domu, więc im zależy, żeby mieszkanie było tanie i raczej w Śródmieściu, gdzie jest łatwiejszy dostęp do rozrywek czy usług. Z kolei rodziny z dziećmi będą poszukiwały mieszkań, które oferują więcej zieleni, miejsca do zabawy, rekreacji czy sportu. Dlatego uważam, że budownictwo mieszkaniowe będzie nadal bardzo zróżnicowane, choć osobiście nie jestem zwolennikiem mieszkania w wysokich budynkach, to jest nieprzyjemne i powiedziałbym, że nawet trochę odhumanizowane.

MZS: Skanska wybuduje w sąsiedztwie osiedla Jaśminowy Mokotów park z jeziorkiem, który zostanie przekazany miastu. Czy tego typu pomysły mają szansę na stałe wpisać się w standardy budownictwa mieszkaniowego?

K.D.: To jest coś, o co walczyliśmy. Niedawno zmieniono przepisy, ale kiedy przygotowywaliśmy nasz plan, tereny zieleni nie były uznawane, jako inwestycja celu publicznego. W związku z tym nie mogły podlegać przymusowemu wykupowi. To się zmieniło.

My zaproponowaliśmy, by na terenie pod skocznią stworzyć układ wodny, któremu będzie towarzyszyć zieleń. Jesteśmy zadowoleni, że w planie udało się go wprowadzić i mam nadzieję, że będzie on sprawnie funkcjonował.

MZS: Czy w Polsce deweloperzy chętnie przekazują część swojego terenu na przestrzeń publiczną czy nadal jesteśmy na początku tej drogi?

K.D.: Mam wrażenie, że nikt nie chce dobrowolnie oddać ani kawałka swojego terenu na przestrzeń publiczną. Przed wojną obowiązywały przepisy, mówiące, że jeżeli urbanizuje się teren, który jest obszarem rolnym, to właściciele automatycznie powinni oddać jego część na cele publiczne. W tej chwili nie ma przepisu, który zmuszałby inwestora, żeby przekazywać tereny pod przestrzeń publiczną.

To, że inwestorzy będą przeznaczać tereny, które uznają za stosowne, na cele publiczne nie oznacza, że stworzy to automatycznie logicznych układów przestrzennych. Chodzi o to, żeby przestrzeń miejską całościowo projektować i realizować. Powinna ona tworzyć układ sieciowy, zawierać place, skwery tak by tworzyć logiczną i ładną całość.

MZS: Jak Pana zdaniem osiągnąć urbanistyczną synergię starając się zachować zielony i przyjazny charakter Warszawy i jednocześnie realizować inwestycje mieszkaniowe?

K.D.: Plany urbanistyczne przygotowuje się nie tylko po to, żeby wskazać miejsca, gdzie budować, ale również, żeby pokazać, gdzie budować się nie powinno, gdzie jest miejsce na zieleń. Najprostsza odpowiedź na to pytanie: komuś musiałoby na tej przestrzeni zależeć.

Trudno jest w planach przeforsować zielone rozwiązania. Tak też było, m.in. gdy projektowaliśmy plan Parku pod Skocznią. Nie czuliśmy poparcia ze strony miasta, deweloperzy i właściciele próbowali realizować własne interesy, a my staraliśmy się w tym wszystkim jakoś odnaleźć.

Planowanie urbanistyczne jest trudną dziedziną, a pojęcie kształtowania przestrzeni miejskiej nie dla wszystkich jest zrozumiałe. Dlatego trudno jest znaleźć sprzymierzeńców dla dobrej urbanistyki. Oczywiście jestem zwolennikiem miasta projektowanego, zaplanowanego, ale dla większości obszaru Warszawy nie ma obecnie obowiązujących planów i wszystko realizuje się na zasadzie decyzji o warunkach zabudowy.

Po pierwsze powinniśmy dążyć do projektowego opanowania miasta, a po drugie, jako mieszkańcy, powinniśmy częściej wyrażać swoje zdanie na temat stolicy. To w pewnym stopniu już się dzieje, bo pojawiły się ruchy miejskie, tyle tylko, że one zajmują się pojedynczymi fragmentami przestrzeni, a tu trzeba myśleć bardziej całościowo.